Straszny Saddam

Dom Saddama czekał na dysku już bardzo, bardzo długo. Zawsze na końcu listy Niezbędności Do Obejrzenia, mimo że to produkcja HBO i BBC. Cztery odcinki, każdy po ok. 56 min, rocznik 2008. I pomimo początkowego entuzjazmu, po ostatniej części okazuję się być jednak nieco zawiedziona i rozczarowana. Ale od początku.
Serial rozpoczyna sekwencja rozmowy Saddama z synami poprzedzająca ucieczkę przed nadciągającą obławą. W tym czasie żona i córki dyktatora pakują najpotrzebniejsze rzeczy. Wszyscy muszą zniknąć. To tylko wstęp, bo już za chwilę przenosimy się do roku 1979 – świadkujemy nocy, kiedy Saddam przejmuje prezydenturę Iraku. Potem pojawiają się kolejne akty gwałtu, wymordowanie opozycji, likwidacja najbliższych przyjaciół, a dalej – wojna z Iranem,

broń chemiczna, wojna z Kuwejtem, eksterminacja Kurdów,  wzmagające się anty-Saddamowe nastroje w społeczeństwie, konieczność ucieczki, rozłąka z rodziną.

Do kotła historycznego dodano także szczyptę wątków osobistych. Saddam był surowym ale kochającym ojcem, opiekuńczym ale i despotycznym mężem. Bez wiedzy swojej wieloletniej małżonki – Sadżidy, decyduje się na ślub z kolejną kobietą – Samirą. Pierworodny syn Husajna to narkoman i gwałciciel, niegodny funkcji, którą mógłby dziedziczyć po ojcu. Zięć okazuje się zdrajcą. W otoczeniu przywódcy ludźmi kierują strach i chęć zysku. 
Ale wszystko to jakieś przewidywalne. Przestraszeni towarzysze gotowi zdradzić wodza. Kobiety płaczące za mężczyznami, których ciała pokazują w telewizji. I Saddam – tuż przed aresztowaniem nawiązujący przyjaźń z kilkuletnim chłopcem. Oto mamy pełny obraz człowieczeństwa, gdzie zło miesza się z dobrem.
Kolejne wydarzenia historyczne pędzą przed oczami widza w zawrotnym tempie: w ciągu 4 odcinków przemierzamy ponad 30 lat. Trudno nie mieć wrażenia skrótowości i uproszczeń opowieści. Pominięte zostają trudne relacje amerykańsko-irackie, a jeżeli się pojawiają to w formie wspominania o irackich spekulacjach cen ropy. Jestem daleka od teorii spiskowych, ale w tym przypadku naprawdę miałam wrażenie oglądania propagandowego tworu na rzecz uświadomienia widowni amerykańskiej. I ostatecznego uspokojenia – nie martwcie się, tyran już nie wróci, bo na końcu czwartego odcinka mamy scenę egzekucji.
Co jakiś czas przed oczami widzów pojawia się czarny ekran okraszony cytatem z Husajna dowodzący jego nieugiętej i zdeterminowanej postawy np. „Poznam zdrajcę nim on pozna siebie” czy „Człowiek, który umie poświęcić najlepszego przyjaciela, jest człowiekiem pozbawionym słabości”. Tak na wszelki wypadek, gdyby widz miał wątpliwości odnośnie moralnej kondycji Husajna. Serial ogląda się dobrze, może nie jest to szczytowa forma HBO/BBC, ale wciąż przyzwoity poziom. To, co budzi najwięcej wątpliwości to skrótowość i banalizacja. Ale obejrzeć warto. To naprawdę ciekawe doświadczenie oglądać, jak pięknie Irakijczycy mówią angielsku*. 
*”po swojemu” krzyczą tylko w starciu z amerykańskimi marines, kiedy to „chłopcy” aresztują Saddama