Fakap, Dan Lyons

Z korpo wypada się śmiać. Nawet jak się w korpo pracuje. To jednak jak śmiech bezradnego grubasa objadającego się czizami w maku.

Fakap, Dan Lyons
Fakap, Dan Lyons

Tak właśnie śmiałam się z Fakapu. Najpierw było zabawnie, bo łatwo przyjąć perspektywę narratora (czyli 50letniego dziennikarza, który w wyniku życiowego pecha zaczyna pracę w start-upie).

Lyons, jako klasyczny WASP rości sobie prawa do jedynie słusznej wizji świata i ani przez chwilę nie udaje, że korpo-IT światkiem nie gardzi. Gardzi bardzo. Mailami, obyczajami, gadżetami i wszystkimi społecznymi niuansami, które ciężko przytoczyć. Gardzi nimi tak samo, jak tym że w jego firmie ludzie ok. 35roku życia są już wypalonymi starcami.

[Nie, starszych w ogóle się nie zatrudnia.]

W jednym worku Lyonsowej nienawiści lądują więc korpo-śmieszki i diagnozy społeczno-gospodarcze.  I to wszystko jest bardzo zabawne, bo kto nie śmiałby się z korpo-imprezek z darmowym piwem opisanych lekko i z dowcipem? Bawiłam się więc świetnie, kiwając ze zrozumieniem głową, gdy Lyons snuł intrygujące porównania między nierentownymi firmami a szkodliwymi bańkami finansowymi. Było mądrze i zabawnie.

Do momentu, gdy zrozumiałam, że nie jestem Danem Lyonsem.

I siedzę w środku tego cyrku. I to, że szef przynosi na zarząd pluszowego misia wcale mnie nie zaskakuje.

Miś lepszy niż tektura, której nadasz imię i uwierzysz, że jest Twoim klientem.

Z korporacyjnym pozdrowieniem na Blue Monday!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *