finał 2017: MOCAK, Muzeum Historii Fotografii i Międzynarodowe Centrum Kultury

Poważni blogerzy robią podsumowania mijającego roku i dzielą się planami na kolejny. Ja podzielę się wystawowymi mikrowrażeniami z końca roku.

iwona demko, mocak

Po pierwsze – wciąż nie dotarłam do Muzeum Narodowego a hit, czyli #dziedzictwo wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą. Myślałam, że po Świętach, gdy wszyscy porządni Krakowianie już wrócą do pracy, a ci nieporządni będą w Tajlandii – wejdę bez problemu. Nic z tego. Zastałam to:

muzeum narodowe, 27.12.2017.

Niestety dnia kolejnego było tylko gorzej, bo kolejka wyszła już na pole. Tip jest taki, że najlepiej kupić bilet online. Tak uczynię, jak tylko zorganizuję czas w kalendarzu.

Byłam też w Międzynarodowym Centrum Kultury, kupiłam stare Herito i zobaczyłam, jak pięknie prezentuje się przedwojenny Lwów. Pasję do architektury mam niewątpliwie w genach, ale przyznaję, że została minimalnie nadwyrężona. Makiety – doceniam, rzuty docenią specjaliści. Laikom radość sprawią zdjęcia dawnych sklepów, obrazy Leona Chwistka czy przykłady designu z początku wieku (wtedy nawet reklamy bywały stylowe). Wrażenie robi też piękny odronowany dzisiejszy Lwów i zdjęcie profesorskiej kadry Wydziału Architektury Politechniki Lwowskiej (warto przypomnieć, że to oni inicjowali później krakowski WA na naszej Politechnice).

mck, lwów

Przedostatni punkt galeryjnego maratonu świątecznego to MOCAK i Artyści z Krakowa. Są więc Monika Drożyńska, Iwona Demko, Przemysław Jasielski, Cecylia Malik, Marcin Maciejowski. Było dobrze, zjadłabym więcej. Bo i przestrzeni i emocji i mogło być więcej. Zabrakło eksponatów. Zabrakło też kuratorskiej roztropności, jako że znakomitą część zwiedzania odbyłam słuchając nielitościwej ścieżki dźwiękowej wideo Joanny Pawlik .

Być może zabrakło też słuchawek.

A może wideo miało wejść w dialog ze stojącą nieopodal instalacją Przemysława Jasielskiego hi-fi. Instalacja-instrument przypomina pień drzewa lub dźwiękowy ruron. Pokrętłem zmienia się częstotliwość donośnego metronomu.

maciejowski, drożyńska, jasielski – mocak

Najjaśniejszym punktem wystawy, niewystarczająco wyeksponowanym, jest część Iwony Demko. Oczywiście w różu. Są więc autoportrety, czyli seria #realselfiefeminism, którą autorka prowadzi na Instagramie każde zdjęcie komentując cytatem z literatury feministycznej. Jeżeli chcecie się edukować i lubicie instagram, obserwujcie Iwonę Demko. Do tego jest też instalacja przetworzonego domku barbie – z kenem w roli barbie. A w zasadzie ze zmutowanym kenem, czyli ubermęskim mężczyzną wchodzącym w role przypisywane kobietom. Wspaniałość.

iwona demko, mocak

W Sylwestra odwiedziłam Muzeum Historii Fotografii i słusznie, bo była to ostatnia okazja przed wielomiesięcznym zamknięciem. Remont ma potrwać przynajmniej do wakacji, a ja się cieszę, bo choć ekspozycyjnie jest dobrze, to delikatny powiew wycofanej skromności niepotrzebnie unosi się wciąż nad MHK. Osobliwe były momentami rzeczywiście osobliwe, ale wciąż mocno normatywne i jednak przewidywalne.

Największą aberracją wydaje się zdjęcie tego oto stworzenia. Post-dalmatyńczyk śniący o kocie:

osobliwe, mhk

Był to wspaniały finał roku. Polecam, bierzcie i oglądajcie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *