jakoś to będzie

jakoś to będzie, wyd. znak

przychodzi taki moment, że jedyne co można sobie powiedzieć to właśnie to. jakoś to będzie

w hygge-książkach przepisy na szczęście były proste: kup lampki, świeczki, cynamonowe ciasteczka, szare skarpetki, wełniane koce, figurkę renifera, poduszki i… raz jeszcze świeczki, lampki i ciasteczka. kup.  rzeczy, które kupisz, przyniosą ukojenie duszy. wszystko stanie się lepsze, gdy tylko kupisz rzeczy. lista zakupów nie była skomplikowana, a to, w połączeniu z modą na skandynawski design i potrzebą dążenia do tego, by było przytulnie, sprawiło, że wszyscy oglądali seriale zawinięci w szare koce

i widząc okładkę jakoś to będzie, pomyślałam, że będzie podobnie, a recepta na szczęście i budowanie tożsamości poprzez rzeczy będzie prosta. bo przecież mogłaby być. bielizna z koniakowa, poranna kawa tylko w kubku z bolesławca, do tego przepis na kazimierskie koguty, adresy sklepów z najlepszymi oscypkami i wzory na szydełkowe kamizelki. tak mogłaby wyglądać lista zakupów lokalnego szczęścia i naprawdę wyglądałaby dobrze na instagramie.  ale jakoś to będzie idzie dalej i nie wciska czytelnikowi, że zakup świeczek albo serwetek z polskim wzorem da gwarancję szczęścia. i bardziej niż na rzeczach których nie mamy, koncentruje się na tym, co znane, dobre i budujące. na tym co pięknego w polskich obyczajach, ale bez ślepej autoafirmacji. choć czasem trudno w to uwierzyć, mamy i taki potencjał

książka jest więc bardziej przewodnikiem po polskiej codzienności i ładnych miejscach, niż pozycją zahaczającą o poradnictwo czy coaching. nie mogłam też oprzeć się wrażeniu, że jakoś to będzie bardziej niż w mojej biblioteczce, powinno być w rękach moich zagranicznych znajomych. tych, którzy nie ogarniają, dlaczego nie chcę iść do klubu 24 grudnia albo w wielką sobotę. to też książka dla moich biurowych kolegów i koleżanek z czech, węgier i słowacji, którzy nie wiedzą, jak się zachować, kiedy na spotkaniach najintensywniej dyskutuje ze sobą zespół polski.

jakoś to będzie pozostaje w dziwnym rozkroku: ani z tego towar eksportowy (na razie nie ma wydania po angielsku), ani pop-marketing naszych narodowych cech i breloczków z giewontem, ani rzeczowa analiza (na jakie badania powołują się autorzy?) i refleksja o tym, co nazwiemy polską duszą.i nie, nie oczekiwałam nowej niesamowitej słowiańszczyzny, ale twórczego rozwinięcia tytułu z autorskim komentarzem. trochę mi tego zabrakło. ale jak jednak piszą autorzy: Tych, którzy chcieliby (…) ponarzekać, prosimy: dajcie nam znać, chętnie ponarzekamy z Wami , nie będę więc uprawiać dalszego malkontenctwa. jakoś to będzie jest ok i okazało się bardzo zacnym imieninowym prezentem od najlepszej siostry

podkładkę na stół sobie wyszydełkuję, ale kubek z bolesławca i tak kupię. czasem szczęściu, nawet po polsku, trzeba pomóc.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *