Lans (prawie) po krakowsku

W ramach weekendowych doświadczeń kulturalnych i przerwy od kreacji krismasowych (w piątek AudioArt), wczoraj wieczorem zaserwowałam sobie seans z polskim kinem tj. Uwikłaniem. Trzeba było posłuchać znajomych i trzymać się z daleka od tego dzieła. Film zrobił na mnie tak wielkie wrażenie, że postanowiłam uformować kilka zdań wdzięcznej żółci i uraczyć nimi grono odwiedzających niniejszy blog.

Otóż, bohaterką jest młoda pani prokurator, zasuwająca po krakowskim rynku w dwunastocentymetrowych szpilkach, świeżo przeniesiona z wydziału przestępstw gospodarczych do działu kryminalnego. Jest też trup. Pani prawnik w trakcie pracy spotyka dawnego narzeczonego ze studiów, policjanta, z którym w drugiej połowie filmu wyląduje w łóżku. Sprawa rzekomego morderstwa lub samobójstwa okazuje się sięgać dwudziestu lat wstecz, a temat filmu, ze zwykłego kryminału, nagle zmienił się na pokoleniowe rozliczenie z PRL. 
Sama historia kryminalna jest dość ciekawa, niestety opowiedziana w całkowicie niestrawny sposób – pierwsza część filmu – przesłuchania znajomych denata – nie wiadomo, czy ma być komedią, farsą czy wyrafinowanym kampem. Świadkowie są irytujący, a organy ścigania ostentacyjnie zdeterminowane i nieugięte. Pani prokurator zachowuje się jak grzeczna uczennica udowadniająca , że jest najlepsza w klasie. Jej fochy to głównie tupanie nogą i obrażona mina.
Wzajemne uszczypliwości bohaterów i chłodny profesjonalizm prokuratorki miały zapewne pełnić funkcję ekscytującej gry wstępnej, która, a i owszem, doprowadziła bohaterów do gwałtownego wybuchu namiętności. Wisienką na torcie żenady jest kazanie Andrzeja Seweryna o kondycji polskiego narodu skazanego na przyszłość tworzoną przez młodych, którzy są głupsi niż starsi. 
Co jednak zadziwiło mnie najbardziej – otóż, chyba po raz pierwszy zobaczyłam mój Kraków tak nudno i nieciekawie pokazany! Te ujęcia z lotu ptaka na Rynek, kościół Mariacki w pełnym słońcu, spacery i przejażdżki samochodami po wałach (czy ktoś tam widział kiedyś auto inne niż policyjne…?), pani prokurator parkująca koło rynku. Co jakiś czas bohaterowie wspominają też jakieś bardziej undergroundowe miejsca jak np. „ul. Lipowa” albo „Podgórze”. 
Może to kwestia tego nieznośnego słońca, w którym topiły się wszystkie ujęcia. Podobny poziom nasłonecznienia pasuje do folderów turystycznych z Egiptu niż do raczej zamglonego, pstrokato smutnego Krakowa.
W ramach innego spojrzenia na przestrzenie, także te miejskie, zapraszam na stronę Origo Group.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *