marina abramovic & ulay. love story raz jeszcze

od poniedziałku internet huczy. ok, huczy zawsze, ale jeżeli jednym z głównych newsów na twoim wallu są informacje o marinie abramovic, to nie jest źle. tym razem newsy dotyczyły jej wielkiego pojednania z byłym partnerem – ulayem. o rzekomym reunionie opowiada najnowszy film duńskiego louisiana channel: the story of marina abramovic & ulay.

marina abramovic i ulay związani ze sobą byli 12 lat. wspólnie żyli, tworzyli, mieszkali w kamperze, który jednocześnie był przestrzenią artystycznych eksperymentów. lovers to ostatnie wspólne działanie tej dwójki – było to przejście muru chińskiego (każde szło z innej strony, działanie trwało trzy miesiące). spotkanie pośrodku miało stać się miejscem ślubu, a okazało się miejscem pożegnania.  lovers obejrzycie TU

lovers, abramovic, ulay

louisiana daje widzowi 30 minutowy seans, wypowiedzi każdego z artystów, fragmenty dawnych prac (sporo!) zdjęcia prywatne i te z działalności artystycznej. każde buduje własną narrację wspólnych lat, a mówią głównie o sztuce, wzajemnej inspiracji i intensywności wspólnoty, którą tworzyli. a potem mówią o rozstaniu.  i performensie, który miał być tego przyczyną.

i wtedy w mojej głowie pojawił się znak zapytania. bo przyczyny i przebieg rozstania pary artystów są powszechnie znane (do rozstania przyczynił się m.in. owocny w ciążę romans ulaya z chińską tłumaczką), w the story… te wątki znikają. przyczyną rozejścia staje się tu artystyczne nieporozumienie, z pewnością budujące wizerunek ludzi stricte zainteresowanych sztuką. wymiar ludzki – nie odnotowano.

w ramach domknięcia historii: po wspomnianych lovers nastąpiło rozstanie, wieloletnia cisza, procesy sądowe (ulay pozwał marinę abramovic o wykorzystanie ich wspólnego dorobku dla własnych celów), on niemal wycofał się z życia artystycznego, ona wzbiła się na wyżyny artworldu. w filmie artist is present przybliżyła historię rozstania ze swojej perspektywy .

spotkali się po 20 latach podczas jej performensu w momie (patrz TU) i było wzruszająco. a potem rozmowa podczas wykładu, która stała się zaczynem filmu i wspomnianym na początku “pojednaniem”. czy przekonującym? średnio, ale ta relacja nie wymaga pretekstu, by o niej opowiadać. jeżeli XX wiek potrzebował swojego love story, to ta historia jest idealna, nawet jeżeli ten półgodzinny dokument nie był w stanie do końca jej udźwignąć:

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *