między zdarzeniami

Po Parallelu zostały mi w kieszeni wspomnienia, cudze wizytówki, parę książek i niezłych gazet, których nie mam czasu przeczytać. Jestem mądrzejsza o kilka dni towarzyszenia instalacji w jej podróży wśród widzów, no i pełniejsza o sporo organizacyjnej wiedzy, której wcześniej nie miałam. Pełne podsumowanie wrzuciłam na stronę Fundacji.

Parallel i przygotowania do niego zjadły więcej mojej energii niż przypuszczałam, a Fundacja nie śpi i znów jesteśmy przed kolejnym wydarzeniem. Bo jakiś czas temu też wymyśliłam sobie galerię. I nie, nie jest to nic oryginalnego, bo każdy (lub prawie każdy) kto cokolwiek w sztukobiznesie robi, na jakimś etapie pewnie marzy o galerii. Niektórym się udaje, większości nie. Wiedziałam, że wariant tradycyjny u mnie się nie sprawdzi, a płacenie czynszu i siedzenie 10h i pilnowanie eksponatów też średnio mnie ekscytuje. Ale rok temu na Vienna Contemporary usłyszałam o nich – o galeriach bez domu. Wynajmujących cudze powierzchnie. Krążących między miastami i publicznością.

I tak narodziło się Momentum Gallery, którą zespół fundacji wspólnymi siłami powołał do życia. Z początkiem listopada pomysł się ziści. Będzie muzyka, video, będą obrazy (w wersi cyfrowej). A potem zwiniemy komputery, kable i wzniesiemy toast.