WOMAN feministische avantgarde, mumok

exorcism house, penny slinger

feministische avantgarde w mumoku. miało być wspaniale

to była chyba najbardziej oczekiwana przeze mnie ekspozycja przedwakacyjnego sezonu. miałam rozpłynąć się w znakomitościach feministycznej awangardy i  intensywności lat ’70tych.  miało być z rozmachem, z energią i inspiracyjnie. a jak było?

był tekst. dużo tekstu. dziesiątki informacji, dat i nazwisk. na wstępie: historia na kilkunastu kartkach a4.

od razu chce się czytać.

i nie, nie chodzi o to, że ma być z lukrem, kolorowo i z reklamami. ale takich plansz nie pamiętam nawet z mroków polskiej szkoły lat ’90tych:

feministische avantgarde

lata ’70te to dla ruchu kobiecego czas formacyjny i znaczący. to druga fala feminizmu, to esej laury mulvey (ciekawy tekst też tu), w polsce to czas ewy partum i natalii ll, czas kwestionowania ról społecznych (patrz: semiotics od the kitchen). przede wszystkim jednak to czas rosnącej siły, świadomości i ekscytacji potencjałem i koniecznością wywalczenia zmian. tych emocji, nadziei i złości, leżących gdzieś u podłoża (przynajmniej części) zaprezentowanych działań artystycznych –  nie widać.

na wystawie zaprezentowano ponad 300 prac, wśród nich autorki klasyczne: carolee schneemann, martha wilson, cindy sherman, VALIE EXPORT, martha rosler, ewa partum.  czyli jest creme de la creme. znakomitych nazwisk nie brakuje, problem w tym – jak się na nich skupić wśród 300prac?  jeżeli poświeci się 30sekund na każdą z prac, to i tak potrzeba 2,5 godzin zwiedzania (tej jednej ekspozycji, a w mumoku zazwyczaj są 3-4). dodam tylko, że te 30sekund nie uwzględnia na pewno czytania opisów kuratorskich i oglądania prac wideo (których jest tu multum).

change, ewa partum

feministische avantgarde, pomimo najlepszych moich intencji  odbiorczych, okazało się niestety wystawą męczącą, przeładowaną kontentem. zabrakło poprowadzenia odbiorcy i wątku przewodniego, zabrakło jasnego komunikatu, które dzieła zapisały się w kanonach historii sztuki współczesnej opuszczając stygmatyzującą szufladę „sztuki kobiecej”. odnalezienie ich wśród 300 propozycji nie jest zadaniem łatwym, a dla widza potrzebującego w tym temacie wsparcia – myślę, że zupełnie niemożliwym. powinno być surowo i intelektualnie. ale z pazurem. bo zaangażowane dzieła proponowane przez artystki awangardy niejednokrotnie szokowały i były inspirujące dla rzesz odbiorców i odbiorczyń. przede wszystkim jednak wyrywały z marazmu i oczywistości społecznie oferowanych kategorii.

sexobject, lydia schouten
sexobject, lydia schouten

 

nest, brigit jurganssen
exorcism house, penny slinger

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *